Kalina Malina wersja strażacka - tekst piosenki
Kalina malina w lesie rozkwitała, x2
Niejedna dziewczyna strażaka kochała, x2
Strażaka kochała, strażaka lubiła,
I czułe liściki do niego kreśliła,
Liściki kreśliła i pisała wiersze,
Aby strażakowi rozweselić serce,
A w niedziele rano, kiedy słońce wschodzi,
To ten młody strażak po koszarach chodzi,
Po koszarach chodzi, ciężkie buty nosi,
Pana kapitana o przepustkę prosi
Panie kapitanie puść mnie pan do domu,
Bo moja dziewczyna urodziła syna,
Urodziła syna zdrowego chłopaka
Każę go wychować na super strażaka.
Urodziła syna urodzi i córkę,
A jak będzie trzeba zrobimy powtórkę,
Puszczę ja cię puszczę, ale nie samego,
Dam Ci ja na drogę konika karego,
Konika karego i te złote lejce,
Abyś swej dziewczynie rozweselił serce
Jedzie strażak, jedzie o drogę nie pyta,
A w domu teściowa z toporkiem go wita.
Strażaku, strażaku twoja to przyczyna,
Przez ciebie zhańbiona została dziewczyna,
Nie ja ją zhańbiłem, zhańbiła się sama,
I ta ciemna nocka po której chadzała,
Chadzała, latała i grywała w karty,
Myślała dziewczyna, że ze strażą żarty,
To nie były żarty ani żadne kpiny,
Bo zamiast wesela odbyły się chrzciny,
Ta dzisiejsza młodzież lata samolotem,
Najpierw robią chrzciny, a wesele potem,
Matule się cieszą, że córy nie grzeszą,
A córy się rypią aż się wióry sypią.